
Tym razem jakoś udało się wywołać negatyw.

Nie żebym miał za dużo czasu, ale muszę jakoś ‘uczcić’ odkopanie się z zaległości ślubnych. Na początek punkt z harmonogramu sportowego: Góra Św. Patryka. Udało mi się na nią ‘wbiec’ w 90 minut :) Na górze czekał mnie przymusowy odpoczynek oraz chmury. Po kilkunastu minutach mogłem się w końcu rozejrzeć, zrobić zdjęcie i pogonić w dół.